To mogła być bardzo dobra gra.
Szkoda tylko, że seria przyzwyczaiła mnie do pewnych standardów i naiwnie oczekiwałem od tej odsłony czegoś więcej niż wędrówki za rękę z punktu A do B. Czyli jak dla mnie już sam tytuł szkodzi grze bo stawia poprzeczkę, jak się okazuje, za wysoko.
Fabularnie też bez zachwytu. Przynajmniej poznajemy odpowiedzi na NAJISTOTNIEJSZE pytania serii:
Jak i dlaczego powstał Master Sword? (*SPOILER* Bo - magia, tylko wcześniej trochę inaczej wyglądał*ENDSPOILER*)
Jak powstają Ganondorfy?
Czy Kiblołapka z Majora's Mask ma uczucia?
Irytowała was Navi, taaak?
Gameplay to lista kiepskich decyzji developerów, które psują jakąkolwiek przyjemność z rozgrywki:
-latanie loftwingiem (jak w polskim filmie - nuda, nic się nie dzieje...),
-mechanizm zbieractwa ("mam gdzieś ile jeszcze mam Dżeli Blobów! BTW, i tak nie są mi do niczego potrzebne"),
-Fi musi informować o WSZYSTKIM co się wokół dzieje. Przykład: To denerwujące pikanie gdy poziom serc spadnie poniżej krytycznego CHYBA powinno wystarczyć aby zwrócić mi na to uwagę... nie?...,
-w Wind Waker jedną z lepszych scen była jedna z pierwszych, w której Link opuszcza wyspę, na której się wychował, i rzeczywiście to pożegnanie ma sens bo przez pewien dłuższy czas nie mamy jak na nią wrócić. W Skyward Sword w kilka sekund można wrócić z powrotem ponad chmury niezależnie od tego gdzie w danym momencie się znajdujemy (wiem, jest JEDEN wyjątek...),
-choć właściwie po co wracać? Jak już wcześniej zauważyliście niebiosa świecą pustkami, a na dodatek NPC są mało ciekawe i nieoryginalne,
-Bokobliny są wszędzie... Naprawdę, w tej grze nie ma innych przeciwników (
Ja:Idę sobie powalczyć z Ghirahimem.
Gra:THROW MORE BOKOBLINS AT HIM!!)
-i po raz już kolejny nie ma na co wydawać rupie...
Naprawdę boję się myśleć w jakim kierunku seria zmierza, a ta gra dostaje ode mnie karnego Batsutka.